Krzysztof-S
Witam wszystkich,
Cieszę się, że "wieczorynki" trwają...
Opisałem właśnie jeden sen, ale gdzieś kliknąłem i mi "wcięło". Robię to jeszcze raz, ale może to strata czasu? W sierpniu przydarzył mi się taki sen:
Jestem w jakimś ogromny sklepie, niby hurtowni, hipermarkecie z ubraniami, jest ciemno, jakby ten sklep był nieczynny, chodzę pomiędzy szeregiem wieszaków z ubraniami, w końcu docieram do końca tej wielkiej sali i widzę, że wraz z grupką innych ludzi zasiadam w półkręgu i siedzimy na krzesełkach niczym zaimprowizowana widownia. Nagle zapalają się bardzo jasne światła i jak zza kulis przy ścianie wyskakuje młodzieniec i rozkłada w rękach niebotycznie wielki kawałek różowego materiału, który jest wycięty w kształt koszulki polo. Kolor i odcień jest tak intensywny, że nie da się opisać. Zaraz obok z prawej strony pojawia się dziewczyna i pokazuje nam, rozkłada przed nami gigantyczny kwadrat pomarańczowego materiału, którego intensywność i kolor są znowu "nie z tej ziemi". Po czym kładą się oboje na podłodze (scenie?) i mężczyzna ku mojemu zaskoczeniu przywołuje mnie po imieniu. Więc wstaję i podchodzę do nich, po czym włączam się niby dziecko do wspólnej zabawy, baraszkowania kładąc się pomiędzy nimi. Jesteśmy teraz w troje. Wówczas ten młodzieniec mówi do mnie: "jestem z tej grupy medytacyjnej, którą prowadziłeś", a ja jednocześnie spoglądam na dziewczynę i widzę jej radosną, roześmianą twarz o bardzo wyrazistej urodzie, ale z rysami jakby nieco arabskimi... Cała wizja była niesłychanie żywa, dynamiczna, szybka. Przeleciała przeze mnie jak elektryczna burza...
Dodam jeszcze, że w czerwcu miałem serię bardzo lapidarnych przekazów myślnych, przychodziły nad ranem, dzień po dniu. Pierwszy brzmiał: "upadek wkrótce", drugi "prepare for change"("przygotuj się na zmiany"), trzeci: "nowa duchowość". Zostawiam to bez komentarza. Jeśli opisany sen miał jakiś szerszy sens, to ciekaw jestem interpretacji pana Tadeusza.
Pozdrowienia spod Łodzi
Krzysiek Smoczyk
Krzysztof-S
Ewa
Dziękuję za miłe słowa, nie wypada mi na tym forum kraść miejsca i czasu swoją osobą, czy własną liryką. Trochę mnie "sprowokował" ładny wiersz Lucy.
Innym dyskutantom chcę wskazać na zasadnicze nieporozumienie obecne w tej całej wielokierunkowej rozmowie-dyskusji: Stare klucze i zamki już nie pasują do opisu TERAZ. Jak np. zacny sofianizm Johna Lasha, którego też lubiłem posłuchać i poczytać. Komunikaty z TERAZ nie przystają do wielu wartościowych zapisów z przeszłości. Zwróćcie uwagę, że pan Tadeusz używa własnego języka i rezygnuje często z obiegowej w ezoteryce i duchowości terminologii, albo używa jej inaczej, swoiście, co potwierdza oryginalność i autentyczność tych wszystkich wizji, komunikatów i przekazów. TERAZ (i chyba po raz ostatni, zniecierpliwionych przepraszam) na prośbę pani Ewy mój wierszyk właśnie o tym z maja 1998 roku pt.

ŚWIADECTWA

w drodze do źródła
nie mogę zabrać niczego
więc po trochu zostawiam
zresztą nie trzeba zabierać
wszyscy stoimy w tych samych
okrągłych jak horyzont
drzwiach
w łagodnym przeciągu znaków
obyśmy tylko nie zajmowali się
naszymi kluczami i zamkami
ale żywej przestrzeni
powierzyli umysły
i kąpali się
w tym co nowe i świeże
jak majowa trawa
gdy na wietrze się skłania
dymiąc srebrzystymi kręgami
i jak niestrudzone ptaki
które skrzydłami zdają się pisać
dla nas
bo przecież tylko my wątpimy
niezliczone świadectwa wierności
jestem
pamiętam
doglądam
przenikam
utrzymuję
prowadzę
każde źdźbło kamyk i pył mojego istnienia
zbieram w małe i wielkie koła
do samego środka pełni

( z tomu "Przecieranie oczu")

Pozdrawiam
Krzysiek Smoczyk

Krzysztof-S
J.lucy
Skoro ujawniłaś się jako poetka, to nie mogę się nie zrewanżować własną próbką. Wiersz pochodzi z mojego tomika pt. "Przecieranie oczu" z 1998 r. To była niezwykła dla mnie wiosna, w której doznałem stanu owej bezwarunkowej miłości, o której tyle wszyscy ćwierkają i tokują. Stan ten - naprawdę ekstatyczny - trwał trzy miesiące (do letniego przesilenia) i powracał jako echo coraz słabsze i słabsze przez dwie kolejne wiosny. Mogę powiedzieć tym, którzy tego nie doświadczyli, że jedynym "problemem" w tym stanie jest tak wzmożona uczuciowość, że płaczesz z zachwytu na widok pierwszego tulipana czy krzewu forsycji chociaż jesteś raczej normalnym facetem, który tego na co dzień nie robi, budzisz się o czwartej rano zalany falą wdzięczności, piszesz wiersz jak w transie i czujesz, że fizyczne ciało ledwo wytrzymuje te wibracje ( i tego samego ranka idziesz do pracy etatowej jakby się nic niezwykłego nie działo). Poniższy wierszyk z maja 1997 r. kończył mój tomik:

. . .
jest we mnie ktoś
kto klęczy pełen wdzięczności

kto nie mówi
i nie pragnie

jedynie ogrom wdzięczności
trzyma w za małych dłoniach

albo to raczej wdzięczność
układa mu dłonie

w geście przyjęcia
tego co nieobjęte

i zachowuje go
z chwili na chwilę

przeciera mu oczy
o piątej rano

oprowadza wokół
jak dziecko

cierpliwie
i wciąż od nowa

wyjmuje rzeczy z cienia
w ciszy pokazuje

uczy chodzić
nie gniotąc trawy

czyni cuda
tak proste

odmienia
odmienia



Jeszcze raz pozdrawiam i proszę trolli oraz osoby niedojrzałe o trochę więcej namysłu zanim przemówią.

Krzysztof Smoczyk


Krzysztof-S
Witajcie,
Odsłuchałem 65 gawęd i prezentacji pana Tadeusza w trzy tygodnie. Rodzina ze mnie żartowała, że mam na śniadanie, obiad i kolacje owsiankę...
Na mojej drodze duchowej przez ostatnie 25 lat było sporo zdarzeń nagłych, zdumiewających i absolutnie niepowtarzalnych. Głównie były to wizje i doświadczenia nad ranem oraz podczas medytacji. Opowiadanie o nich zajęłoby zbyt dużo miejsca i czasu. Z radością jednak potwierdzam wartość tego, co pan Tadeusz opowiada, ponieważ wiele z moich wizji i doświadczeń zostało dzięki tym gawędom dodatkowo oświetlonych i "zakotwiczonych" w szerszym kontekście. Powiem tylko dla przykładu, że byłem przy eksplozji ( 2003 rok) owego fioletowego, kosmicznego ognia - w tej wizji chciałem wejść w ten niesamowity fioletowy ogień i zostałem zatrzymany przez niewidzialną rękę na moim ramieniu, którą czułem na sobie jeszcze przez wiele minut po otwarciu oczu. Prawdopodobnie gdybym wszedł, to nie byłoby powrotu w ciało fizyczne. Potem przez kilka lat miałem zdolności uzdrowicielskie o takiej sile, że zdarzało się, że przypadkowi ludzie w windzie czy w mojej obecności mdleli albo gwałtownie zlewali się potem. W 2008 roku przeżyłem coś, co metaforycznie nazywam "kąpielą w wodach płodowych matki Ziemi" a kilka lat później widziałem (w medytacji) Ziemię jako złotą planetę, całkowicie i cudownie "zrobioną" ze szczerego złota. Od kilkunastu lat obsesyjnie wręcz manifestuje mi się liczba "13" - jest to tak częste, że razem z żoną żartujemy już na ten temat. Myślę teraz, że to manifestacja 13 wymiaru... Sporo przekazów pojawia mi się w postaci książki poetyckiej (z powołania jestem, czy bywam poetą z własnym dorobkiem literackim) - każda strona takiego tomika wierszy składa się ze stron, które są żywe, trójwymiarowe i każdy element jest odrębnym, żywym istnieniem. Ostatnio przyśniła mi się znowu taka książeczka - jakby wydanie bibliofilskie, niepowtarzalne, gdzie były kremowe i w biało-złotych odcieniach rysunki, wklejki, jakieś grafiki na lewej karcie - a na prawej karcie były harmonijkowo podnoszące się schody, .. wiem, że stopni było kilkanaście, może trzynaście, szkoda, że ich nie policzyłem... W tym śnie mówię do autora owej niezwykłej książki: co do wierszy, to jeszcze ich nie przeczytałem, ale wiem , że są ważne...
Co państwo myślicie o modnej koncepcji świata fraktalnego - człowiek jest fraktalem całości wszechświata ?... Pan Tadeusz nigdy nie posłużył się tym pojęciem.
Miałem też doświadczenie, że moja lewa ręka leży na ziemi a ja posługuję się inną, niewidzialną - czy to zapowiedzi tej rozpoczętej już przebudowy naszych ciał?
Pozdrawiam serdecznie
Krzysztof Smoczyk